Dziś na tapetę bierzemy słynną balladę Adasia Mickiewicza „Powrót taty”. Sprawdzimy, czy jest ponadczasowa i nadal aktualna. Zapraszam najpierw do przeczytania:
Ballada rozpoczyna się tekstem o trwodze, niepokoju i rozpaczy niczym film u Hitchcocka, monologiem osoby, która jest blisko związana z tatą. Kiedyś była to zwykle żona lub matka. W dzisiejszych czasach może to być również kochanka, partnerka lub kochanek, partner. Dostrzegamy tu ponadczasowość utworu. Owa osoba każe dzieciom udać się w miejsce kultu religijnego, by modliły się o powrót taty. Napięcie zaczyna rosnąć.
Miejsce kultu jest wyraźnie opisane, znajduje się za miastem, pod słupem, na wzgórzu. I tu już mamy problem. Dzisiaj takowe miejsca znajdują się w samym centrum osiedla ludzkiego. Za miastem lokuje się obecnie hurtownie, hipermarkety i różnego typu strefy ekonomiczne. Słupy znajdują się jedynie na otwartych przestrzeniach i są to słupy elektryczne. Ciekawy jest zatem nie słup współczesny, ale ten z czasów Mickiewicza, kiedy ani prądu, ani telegrafu nie było. Zadanie dla historyków – do jakiego celu przeznaczony był słup w pierwszej połowie XIX wieku?
Najmniej dyskusji wzbudza wzgórek, bo wzgórków ci u nas dostatek, jak przysłowiowych mrówków. W sumie możemy powiedzieć, że dzieci pobiegły pod słup wysokiego napięcia doprowadzający prąd do zakładu przemysłowego znajdującego w specjalnej strefie ekonomicznej. Napięcie wzrosło nie tylko w sensie psychologicznym.
Pojawia się co prawda cudowny obraz, ale i z tym sobie poradzimy. Ktoś coś na tym słupie powiesił, to coś rozbłysło i lud uznał za znak cudu. Zjawisko często dziś spotykane wśród wyznawców wielu kultów.
W kolejnych wersach osoba bliska tacie informuje, że ten nie wraca ranki i wieczory, co wzbudza uzasadniony niepokój. Nie dzwoni, nie wysyła SMS-ów, na fejsie też się nie loguje. Wnioskujemy z tego, że rozładowała mu się komórka lub ktoś mu zakosił lub przebywa poza zasięgiem wszystkich sieci komórkowych i internetowych. A to już prawdziwy powód do łez i trwogi. Ale popatrzmy na to optymistycznie. Tata tak się śpieszy do dzieci, że nie ma czasu naładować komórki lub kupić nowej, jeśli ktoś starą mu zakosił. Z tego też powodu nie korzysta z internetu. Może również jechać w terenie, w którym akurat jest awaria zasięgu, bo „rozlały rzeki”. Problemem stają się natomiast zwierzęta. Jeśli tata wybrał szosę biegnąca między lasami, zawsze mógł natknąć się na przechodzącą na druga stronę jezdni sarnę lub co gorsza łosia. W dzisiejszych czasach takie spotkania trzeciego stopnia są bardzo niebezpieczne, zwłaszcza jeśli pędzi się z prędkością powyżej 50 km na godzinę. A tata się śpieszył, oj śpieszył do dzieci. Może gdzieś tam leży biedaczek w krzakach i cierpi, albo już nie cierpi… Powód do niepokoju jest!
Zbójcy na drodze też mogą się przytrafić. Jeśli tata jest kierowcą Tira, to oczywiście mógł zostać napadnięty przez zorganizowaną grupę przestępczą, okradziony i pozostawiony w lesie. Jeśli natomiast jest przedsiębiorcą prywatnym, co mogą potwierdzić kolejne wersy, bo tata ma sługi czyli podwładnych, mogły go zatrzymać różne organa ścigania, ze skarbówką na czele. Siedzi więc taki tatuś w areszcie wydobywczym i ma zakaz kontaktu nawet z własnym adwokatem, żeby nie mataczyć w śledztwie. Powód do troski jest!
Wcześniej oczywiście można by tak wysunąć teorie dotyczące dokąd i w jakim celu tato pojechał. Mógł na przykład wracać z robót interwencyjnych w Anglii, gdzie likwidował Unię Europejską, mógł wracać z plantacji truskawek w Belgii lub z pracy w charakterze opiekuna osób starszych z Niemiec. Powodów dla których najpierw wyjechał, a obecnie wraca, jest multum.
No więc biegną te dzieci pod ten słup z tysiącem woltów i modlą się. Spis modlitw taki sam jak obecnie, zatem aktualność utworu w 100 procentach. Do tego dzieci chodzą do szkoły, bo potrafią czytać. Mało tego – są w wieku pokomunujnym, bo mają książeczki do nabożeństwa. Trochę nie tak jak dzisiaj. Ostatnio nie zauważyłam, żeby ktoś w kościele korzystał z książeczek do nabożeństwa. Teraz ksiądz wszystko wyświetla na telebimie. Litanię też. Tutaj ponadczasowość utworu trochę nam siada, ale nie czepiajmy się szczegółów.
I tak się te dzieci modlą, aż nagle słyszą znajomy szum silnika tatusiowej bryki. Jedzie wraz z innymi znajomą szosą! Jego fura na przodzie!
Okazuje się ,że tato to potężny biznesman, posiadający flotę tirów. Sam prowadzi konwój swoim białym jaguarem.
No jest radocha. Tata wyskakuje zza kierownicy. Każe pracownikom odjechać, a sam wita się z dziećmi. I nagle wtedy, tuż za budynkami zakładu strefy ekonomicznej pojawiają się brodaci zbójcy, pewnie na motocyklach. Jest ich również niewielu, gdyż większa grupa zaatakowałaby cały konwój, a nie tylko tatę. Broń mają kiepską, jedynie noże. Ale na jednego tatę z dziećmi wystarczy. Grożą ojcu. Każą oddać wszystko co najcenniejsze, czyli karty kredytowe, debetowe, złote i inne wraz z spisem pinów. Tato oczywiście się zgadza. A niech se biorą, po powrocie do domu zablokuje i tyle. Byle by tylko życie ocalić. Nie jest to takie proste, bo zbójcy wiedzą jak działa system kart.
I wtedy następuje zwrot akcji. Szef gangu spędza bandę z drogi i każe oszczędzić tatę. Efekt programu resocjalizującego w więzieniu? Nie, inna sprawa. Otóż herszt, oczekując na jaguara, którego namierzył mu dwieście kilometrów wcześniej kumpel spod celi, lornetował monitor monitorujący teren wokół strefy wraz ze znanym nam słupem. Tam ujrzał modlące się dzieci. Ruszyło go sumienie, bo sam miał syna, na którego regularnie płacił alimenty, wszak dobry to był zbójca. Puścił więc tatę wolno i zasadził się na kolejnego. Miał nadzieję, ze tym razem będzie to bezdzietny bezbożnik.
Jak widać z powyższych rozważań, ballada Mickiewicza jest ponadczasowa i nadal aktualna.
Morał z niej płynący – módl się pod słupem.

Komentarze
Prześlij komentarz