Rolnik szuka żony - "Nad Niemnem"





Niektórzy już zapomnieli, że kiedyś hitem telewizji, publicznej zresztą, był przaśny program „Rolnik szuka żony”. Realizatorzy i krytycy wielokrotnie podkreślali, że ten typ programu zrobił furorę za granicą, gdyż stamtąd pochodzi. Mówiąc za granicą mieli na uwadze oczywiście naszą granicę zachodnią, bo z północną mamy problem – jest czy jej nie ma na tym Bałtyku, od południa też nic ciekawego nie nadchodzi, a ze wschodu, jak rzekł ongiś sam Żeromski, wieje wiatr. I nad tym wiatrem trzeba się zatrzymać. Bo właśnie taki wschodni wiatr już w drugiej połowie XIX wieku przywiał nam pierwowzór telewizyjnego hitu „Rolnik szuka żony”. Oczywiście niedouczeni dziennikarze, nie uważający na lekcjach polskiego krytycy, tudzież inni pracownicy radiokomitetu starego i nowego zupełnie zapomnieli o tym, że rolnik szukał odpowiedniej żony już w pozytywizmie. A całą akcję, praźródło telewizyjnego show opisała sama Eliza Orzeszkowa w swym dziele „Nad Niemnem”.

Rzecz oczywiście ma miejsce pośród pełnych pagórków leśnych, łąk zielonych, szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych.
Mieszkał tam sobie Jan Bohatyrowicz – rolnik, zwanym wówczas przez społeczeństwo chłopem, a sam pretendował do nazwy „szlachcic zaściankowy”. Jasiek kończył właśnie trzydziechę i rozpoczął się u niego proces starokawalerski. Powoził wozem zaprzężonym w konia rasy roboczej. Na wozie siadywały piękne, buraczane dziewczęta, a Janek - nic. Wzbudzało to wielki niepokój we wsi. Martwiła się mama, co to trzech mężów miała, martwiła się siostra. Czy martwił się stryj Anzelm – nie jestem pewna, wszak też żył samotnie, lubił zamykać się w pokoju, a co tam sam ze sobą robił… Dobrze, spokojnie, nie na ten temat mówimy.

Zatem Janek żył sobie razem ze stryjem w jednej chacie. I wtedy wspólne zamieszkiwanie pod jednym dachem dwóch mężczyzn nikomu nie przeszkadzało. 

Społeczeństwo od dawna uważało , że Jasio powinien związać się z Jadwisią Domuntówną. Była to najbogatsza dziewczyna we wsi, co to jak orzech na ławie położyć, a ona usiądzie, to go jednym przysiadem zgniecie. ( To był akurat cytat z Sienkiewicza, ale pasuje tutaj jak ulał.) Jadwisia miała bowiem na czym siedzieć i czym oddychać, była robotna, kosiła, orała, młóciła, zbierała z pola, hodowała, uprawiała. Słowem znakomita pszenno-ziemniaczana dziewczyna, w sam raz na żonę dla starzejącego się kawalera. I pewnie by zadzwoniły kościelne dzwony tam, gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała, och ta pała… gdyby nie zmysł Orzeszkowej. 

Widząc, że Jasiek waha się, ogląda drzewo i sprawdza, czy będzie miał duży urodzaj orzechów, no żeby Jadwisia miała co tłuc pośladkami, wyprowadziła ze dworu panienkę - Justynę Orzelską:
„Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;”
na których to spotyka Jaśka.

I w tym momencie zaczyna się klasyczny show. Jasiek mając do wybory dwie panny, poddaje je wyjątkowym perfidnym próbom. To znaczy poddaje im głównie Justynę, bo o Jadwisi praktycznie wszystko wie. Justyna pracuje w polu, rżnie sierpem owe posrebrzane żyto. Płynie rozklekotaną łajbą po rzece, zdziera pantofelki wędrując po puszczy, wysłuchuje mrożących krew w żyłach opowieści o duchach przodków. Łapie jacice (wygoogaljcie se, jak nie wiecie co to), ogląda domostwa, wpieprza miód i uczy się ludowych tańców. I tak brnie Orzeszkowa w swym programie „Rolnik szuka żony”, że zapomina o Jadwisi. Wiejska kandydatka na żonę spadkobierca Bohatyrowiczów znika z pola widzenia. Pozostaje Justyna. I to ona wygrywa casting.

Dziś też pewnie by wygrała. Szczupłą i niepozorną panienkę ze dworu łatwiej pokazać w tv, bo kamera lepiej ją chwyta niż dobrze zbudowaną kobietę w stylu Jadwisi. Sprawa charakteryzacji też jest tu niezwykle ważna. Taka panienka ze dworu bez makijażu, kremów ochronnych z filtrem na pole rzecz jasna nie wyjdzie. A Jadwisia? Oj, opalona nierówno ta cera, włosy w nieładzie, dłonie czerwone od powożenia wozem z sianem…ciągła robota w polu … w przeciwieństwie do Justyny, która grywa we dworze na fortepianie i czyta romanse. Bardziej taka medialna no nie?

Ja też nie jestem medialna, dlatego spadam. I życzę wam wybredni rolnicy, żebyście żony nigdy sobie nie znaleźli, jeśli macie wybierać kruche panienki zamiast normalnych solidnych kobiet.

Komentarze