Rozdziobią nas kruki, wrony i wróble na dodatek.... Żeromski


Dziś nie będzie do śmiechu. Dziś będzie na poważnie.

Ilekroć coś dzieje się w świecie polityki, a z reguły są to kolejne gry o tron, przypomina mi się niezwykła nowela Stefana Żeromskiego „Rozdziobią nas kruki, wrony...” Już w szkole średniej podpadłam nauczycielowi polskiego interpretacją owego tekstu. Teraz pewnie podpadnę innym. Oto krótkie przypomnienie treści:

Akcja noweli rozgrywa się pod koniec powstania styczniowego 1863 roku. Szymon Winrych - powstaniec, pod stertą siana i chrustu wiezie karabiny leśnym traktem. Podróżuje tak już od kilku dni, próbując uniknąć rosyjskich oddziałów dobijających powstańców. Wiezie on do Nabielska transport broni dla powstańców. W drodze rozmyśla nad klęską powstania. Nagle z lasu wyłaniają się Moskale. Mężczyzna zostaje schwytany. Kiedy Moskale orientują się, z kim mają do czynienia, zadają mu ciosy bagnetami i strzelają w głowę, a także zabijają jednego konia. Powstaniec odzyskuje na chwilę przytomność i umiera ze słowami modlitwy na ustach. Drugi koń próbuje uciec, ale łamie nogę.

Nad trupami powstańca i konia zjawiają się kruki i wrony, które zaczynają pożerać martwe zwierzę, a jedna z nich rozłupuje czaszkę powstańca i wyżera jego mózg.
Zwłoki Winrycha znajduje chłop z okolicznej wioski. Okrada jego ciało, zabiera karabiny i spokojnie wraca do wsi. Potem powraca, chce dobić zdychającego konia, ale nie udaje się mu to. Kiedy zjawia się kolejny raz, zdziera skórę z martwego zwierzęcia. Zakopuje też zwłoki powstańca i konia w dole kartoflanym. Nad grobem pojawiają się ponownie kruki i wrony.

Oczywiście moglibyśmy się oburzać na Moskali, którzy zabijają powstańca, zapytać po co go zabili, jak powstanie i tak dogorywało. Mogli przecież tylko skonfiskować karabiny i puścić człowieka wolno.

Oczywiście oburzenie powinien w nas wzbudzić ów chłop. Okrada walczącego o niepodległość człowieka i zupełnie nieistotne, że już nieżywego. Przecież powinien go godnie pochować. Znęca się też nad konającym koniem, a potem zakopuje człowieka i zwierzę w jednym dole, a drugie półżywe zostawia na pastwę wron. Nie okazuje szacunku zmarłemu. Zabiera to, co jest mu potrzebne do jego własnego życia.
I sam Winrych.... dlaczego jechał leśną drogą na powstańczy posterunek, skoro wiedział doskonale, że powstańcza walka nie ma zupełnie sensu, że wszystko już przegrane?
Wszystkich można usprawiedliwić.

Moskale wykonywali swoje obowiązki. Byli, tak jak Winrych, żołnierzami, tyle że stali po drugiej stronie. Karabiny wiezione przez powstańca miały właśnie ich zabijać. I tyle.
Chłop... i tu zaczynają się przysłowiowe schody. Należałoby przeanalizować historię chłopstwa od czasów najdawniejszych. Dziś nie ma na to czasu. Wystarczy cofnąć się do roku 1846 i przywołać postać Jakuba Szeli. Kto bowiem był wrogiem dla mieszkańców wsi? Na pewno nie żołnierz z Moskwy. Wrogiem i uciskającym lud był pan ze dworu, dziedzic. To on gnębił, bił, gwałcił kolejne pokolenia pańszczyźnianych. A potem taka szlachta, taki gnębiciel nawoływał do walki o niepodległość Ojczyzny. I kto go miał posłuchać?

Na pewno nie chłop z noweli Żeromskiego. Ten jest zupełnie nieświadomy faktu, że gdzieś dogorywa jakieś powstanie, że ktoś o coś walczy. Nad chłopem należy zapłakać.
I wreszcie Winrych... tak, ten walczył o honor, ten umarł w imię idei. Pamięć mu się należy i przyzwoity pogrzeb też. Jak każdemu człowiekowi zresztą. Nad nim też trzeba zapłakać.

A teraz kogo nam w tej powstańczej układance brakuje?

Oczywiście tych, którzy powstanie wywołali, którzy uważali, że wygrają lub umrą za wolność i następne pokolenia postawią im pomniki. Zostają bohaterami. Stawia się im pomniki. Winrychowi nikt nawet nagrobka nie postawi. Szlachta. Politycy. Elita. Ich w noweli Żeromskiego nie ma. Bo to nie oni walczą. To nie oni giną. To nie ich mózgi zjadane są przez wrony. Oni planują. Oni wysyłają. Oni agitują. A nawet jeśli giną to w glorii chwały. Żaden z nich nie wypuści się na leśny trakt, bo dostarczyć karabiny do powstańczej placówki. Żaden z nich nie narazi się na śmierć z ręki wroga, by potem być okradzionym przez chłopa, którego zapomnieli nakarmić, nauczyć, uświadomić.

„ Zza świata szła noc, rozpacz i śmierć....” kończy swą nowelę Żeromski. To niezwykle ponure zakończenie. Zapowiada zagładę, jaka grozi narodowi, jeśli coś się nie zmieni.... Czeka nas przyszłość mroczna?

Jeśli oddamy swoją przyszłość tylko politykom to.... rozdziobią nas kruki, wony, sępy, a nawet wróble. 

Komentarze