Tematem dzisiejszych rozważań będzie sprawa tzw. używek w literaturze. Zajmiemy się oczywiście utworami, nie zaś jego twórcami, bowiem w dzisiejszych czasach udowodnić, co zażywał Mickiewicz lub co ćpał Wyspiański, to rzecz nierealna. Poza tym fanatycy ich twórczości zawsze mogliby interweniować, co mogłoby się dla mnie skończyć wczasami w pokoju w kratkę.
Zatem zaczynamy:
Bohaterowie Kochanowskiego pili wino. Potem dołączył do niej miód, potem okowita. I jakoś tak się życie literackie toczyło do romantyzmu. Oto w tej epoce w literaturze motyw używek praktycznie zniknął. Pojawiły się za to przedziwne postacie, które zachowywały się jak po użyciu, zażyciu czy wypaleniu.
Taka Karusia, bohaterka ballady Mickiewicza „Romantyczność”, w samo południe, pośrodku miasta, ma zwidy. Widzi zmarłego ukochanego, rozmawia z im, ba, chce się z nim kochać, znaczy się całować, sama strzela oczami, płacze i śmieje się. Raz tak, raz tak. Nie, nie jest to naturalne zachowanie. Co prawda jakiś facet twierdzi, że to czucie i wiara, ale pewnie też się czegoś naużywał.
Inny bohater romantyczny Kordian – Słowackiego – też ma halucynacje. Widząc wokół siebie słabych i niezdecydowanych pseudospiskowców, świadomie zgadza się dokonać zamachu na cara. Kiedy jednak trafia pod komnatę władcy, pojawiają się wokół niego różne widma, które nie pozwalają mu dokonać tego, co obiecał. Ba, nawet rozmawia z nimi, wykrzykuje, że go za włosy trzymają. W końcu pada. Oczywiście wersja oficjalna mówi, że powaliły go własne lęki, które łapały go tu i ówdzie. Ale tu możemy wysunąć hipotezę, że zausznicy cara rozpylili w korytarzu bliżej nieznany środek widmotwórczy. Wszak Rosjanie to byli.
I tak moglibyśmy długo przez ten romantyzm wędrować i wskazywać nienaturalne zachowanie literackich bohaterów… kiedy indziej…
Przejdźmy dalej. Pozytywizm jest już nieco jaśniejszy. Taka Orzeszkowa wprost napisała, że jej bohater Teofil Różyc („Nad Niemnem”) był morfinistą i przedstawiła go jako czarny charakter.
Ale szczyt używania używek nastąpił w 1901 roku, kiedy w Krakowie na deskach teatru im. Słowackiego odbyła się premiera „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego, dramatu opartego na faktach.
Otóż przypominam, że na weselu pojawili się celebryci z ówczesnego Krakowa, w tym sam Wyspiański. Tak się bawili, tak balowali, że większość miała zwidy, halucynacje, majaki, omamy, wizje, urojenia, ułudy, przywidzenia… no i jak tam jeszcze chcecie, nazwijcie.
I tak m.in.:
- Poeta widzi Rycerza, który mówi, że poezja nie ma mocy (bo moc ma Luke Skywalker oczywiście);
- Dziennikarz rozmawia z widmem Stańczyka, które ze smutkiem stwierdza, że swoimi artykułami Dziennikarz usypia rodaków (środki nasenne jako dodatki do gazety dodawał?);
- Pan Młody dostrzega Hetmana, co zdrajcą był (rety, przed nocą poślubną zdradził Pannę Młodą?);
- Dziad nawija z Upiorem, który za życia mordował bogatych ( a biednym i tak nie dawał);
- Gospodarzowi pojawia się duch Wernyhory, ukraiński (!!!) wieszcz, który zapowiada wyzwolenie Polaków (ale kit!).
I wtedy Gospodarz daje Jaśkowi złoty róg, którym ma on wezwać wszystkich chłopów do walki. Niestety, Jasiek gubi róg, a wszyscy nad ranem tańczą taniec niemocy i słabości. Przygląda się temu gadający Chochoł, który jako jedyny zachowuje zdrowy rozsądek, co już jest samo w sobie podejrzane.
Czy taki masowy obraz urojeń mógł być przypadkowy? Powiecie, że wesele, że alkohol. Nie tym razem. Delirium i białe myszki pojawiają się nałogowym alkoholikom, a nie wszyscy uczestnicy słynnego wesela alkoholikami było. Zatem…
Wówczas był już wiek XX. Za nami słynne wojny opiumowe - wojny kolonialne Wielkiej Brytanii i Francji z cesarskimi Chinami mające na celu wymuszenie ustępstw handlowych, m.in. w handlu opium: I wojna opiumowa (1839-1842), II wojna opiumowa (1856-1860). A w wiktoriańskim Londynie najciekawszym miejscem są palarnie opium: mroczne dzielnice, parszywe ulice, ciężki zapach i dym…
Podczas wesela łatwo było taką używkę rozpylić. Chaty oświetlano ogniem, z którego zawsze powstawał dym. Czy był to dym z lampy naftowej, pochodni czy z dużych jointów… ludziom wydawał się jeden. Kto mógł opium rozpylić?
Myślę, że szefem akcji był Chochoł. Sam zawinął się w szczelną słomę, co uchroniło go od wdychania. Mógł mu pomagać Jaśko, co to zgubił złoty róg ( a w ogóle ten róg istniał?).
Kim był Chochoł? Oczywiście, że obcym agentem, wysłannikiem Marsjan lub narkomanem po odwyku.
W każdym razie w czasach, kiedy alergia na pylenie jest prawie standardem, hipoteza o rozpyleniu podczas wesela zdaje się mieć sens…. Pytanie – po co rozpylać też ma sens – żeby osłabić, pogrążyć, otumanić.... bo ludziom pod wpływem zawsze łatwiej wmówić, że białe jest czarne, a czarne to różowe.

Komentarze
Prześlij komentarz