Dzisiaj zabieramy się za rzecz kultową, za słowa owiane ogólnym podziwem, którego nie ma prawa zmącić żaden cień podejrzenia, negatywnej relacji, tekst, co ludziom wiarę przywracał, okrzyknięty szczytem patriotyzmu w każdych czasach, czyli bierzemy się za epopeja narodową, znaczy się „Pana Tadeusza”.
Powiem krótko – jaki naród, taka epopeja. Nie będę się czepiała, że Polak mówiąc o miłości do Ojczyzny krzyczy „Litwo! Ojczyzno moja!”, bo ktoś już się tego kilka razy przyczepił. Ja dziś zajmę się czymś innym – bohaterami owego dzieła. Kim są? Co czynią? Jak zachowują się? Czy rzeczywiście są patriotami? Co, zaczynam siać zamęt? No to przyjrzyjcie się im bliżej:
Czym zajmuje się Sędzia, Podkomorzy, Telimena i ich świata? Oczywiście, że mają masę spraw na głowie:
- kłótnie z sąsiadami o zamek;
- polowania – na zające, na niedźwiedzia, na męża;
- śniadania, obiady, kolacje – oczywiście spożywanie;
- uczty – znaczy się uczestniczenie, czyli ponownie spożywanie;
- grzybobrania;
- zachwycanie się urokiem nieba, mrówek, matecznika;
- gra na rogu – jeden gra, reszta słucha;
Zaraz, zaraz, już się pogubiłam… Poczekajcie chwilę, wezmę egzemplarz książki i przypomnę sobie…księga pierwsza…
- rozmowy o modzie, grzeczności;
- spory o psy…;
Teraz księga druga…
- opowiadanie anegdot…;
…to już było…
Księga trzecia…
- podglądanie dziewczyn w sadzie;
- dysputy o sztuce…;
Nie, nie tędy droga. Uwierzcie na słowo – szlachta opisana w „Panu Tadeuszu” zachowuje się jak przysłowiowe ptaki niebieskie, o których Biblia napisała - MT 6, 26: „Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi.” Tym razem jednak trudno uwierzyć, że Bóg zsyła Sędziemu i jego świcie żarcie na owe uczty, dogadza winem i miodem. Wszak Polacy nie na pustyni, manna z nieba im nie spada i woda ze skały nie tryska, bo piją i żrą inne produkty.
Mieszkają na Litwie, znaczy się w ówczesnej dziewiętnastowiecznej Polsce, no nie, Polski wówczas nie było, był zabór rosyjski… kto nie zna historii, pomyli się na pewno i miejsca zamieszkania rodu Sopliców oraz Horeszków nie zlokalizuje. Ich jadłospis widoczny jest podczas gotowania bigosu:
„Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa
Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
I powietrze dokoła zionie aromatem.”
Podczas jednej z uczt:
„ Po chłodniku szły raki, kurczęta, szparagi,
W towarzystwie kielichów węgrzyna, malagi.”
Po dokonaniu zajazdu na Soplicowo szlachta zaściankowa myśli tylko o jednym:
„Jeść! jeść!” po trzykroć zgodnym wezwali okrzykiem,
Odpowiedziano: „Pić! pić!”; między szlachty zgrają
Stają dwa chóry: ci pić, a ci jeść wołają.
Odgłos leci echami; gdzie tylko dochodzi,
Wzbudza oskomę w ustach, głód w żołądkach rodzi.”
I widzicie kochani jaka to była ta szlachta, co to ponoć ma być wzorem patriotyzmu. Nażarli się, popili, zasnęli, przyszli Rosjanie, w dyby ich wsadzili i finito! Nawet porządnego powstania wywołać nie potrafili. I to z nich mamy brać wzór? Oni mają być przykładem polskości? No… chyba że … jaki naród, taka epopeja…
Pytanie – kto tych darmozjadów, owe niebieskie ptaki - osoby nieodpowiedzialne, nierozsądne; ludzie, którzy nie lubi pracować, unikający pracy; pasożyty – to nie ja, to słowniki - karmi? Skąd mają forsę na tańce, hulanki, swawole?
Czas na wnioski:
Wszelkie niebieskie ptaki, roszczące sobie prawo do nazywania się elitą utrzymuje przeciętny Polak, żyjący na granicy minimum socjalnego, płacący podatki, bo nie stać go na inwestycje, żeby od podatków coś odpisać, taki emeryt, co ledwo wiąże koniec z końcem i drży, bo komornik może namierzyć jego dochody ze sprzedaży na rynku starych ciuchów i zagrozić egzekucją…

Komentarze
Prześlij komentarz